Spotkanie miłe dla oka kibica. Tomasovia – Stal Kraśnik 2:0
Dodał: Kamil Kmieć o godz. 16:12 dnia 28.09.2009

W tegorocznym sezonie akcje, po których Tomasovia może zdobyć bramki, konstruowane są w niemałych bólach. Siła rażenia tomaszowskiego klubu nie jest powalająca, a problemy wzmogła kontuzja Jarosława Pacholarza. Dzisiejszą wygraną ze Stalą Kraśnik zawodnicy trenowani przez Zbigniewa Kuczyńskiego udowodnili sobie i kibicom, że są w stanie grać futbol ofensywny i pomysłowy.

W pierwszej minucie meczu Marcin Żurawski przejął piłkę na 18 metrze i strzelił silnie obok słupka. Akcja przeprowadzona tak szybko zwiastowała kolejne ciekawe sytuacje. I faktycznie, raz po raz cierpliwość bramkarza Kamila Beszczyńskiego była wystawiana na ciężką próbę. W 3. minucie podanie na krótki słupek Rafała Myszkowskiego z lewej flanki przechwycił golkiper Stali, ubiegając czyhającego na piłkę Tomasza Ciećko, natomiast trzy minuty później Przemysław Wawryca z 14 metrów oddał bardzo słaby strzał pod poprzeczkę. Kolejną okazję „Bombel” miał w 11. minucie, kiedy to po dośrodkowaniu Ireneusza Barana, posłał piłkę daleko obok słupka. Goście ograniczali się do wybijania piłek poza własne pole karne i dopiero po upływie kwadransa gry, wzięli się na dobre za konstruowanie akcji. Najciekawszą z nich przeprowadzili w 23. minucie, lecz po centrze z rzutu rożnego Anatolij Ławryszyn uderzył kilka metrów nad bramką. Minutę potem po drugiej stronie boiska, Baran nie dosięgnął niemal idealnie zagranej futbolówki przez Wawrycę. Trzydzieści minut od pierwszego gwizdka sędziego Łukasza Strzępka, zagotowało się pod bramką TKS. Dośrodkowanie Daniela Beszczyńskiego spowodowało małe zamieszanie w obrębie tomaszowskiej szesnastki, ostatecznie całą sprawę wyjaśnił Łukasz Bartoszyk, pewnie chwytając piłkę.

Ireneusz Baran swoimi szarżami na lewym skrzydle nieraz sprawiał wiele problemów defensywie Stali.

Trener Kuczyński miał do swoich podopiecznych spore pretensje o grę tylko jedną (konkretnie lewą) stroną boiska, nie patrząc na to, co się dzieje po jego prawej stronie. Reakcje tomaszowskiego szkoleniowca przeplatały się ze słabnącym tempem spotkania, brakowało kolejnych akcji zaczepnych i strzałów w światło bramki. W 38. minucie Ciećko z 25 metrów strzelił nad bramką, a w 41. minucie z podobnej odległości uderzał – z tą tylko różnicą, że skuteczniej – Zatorski. Popularny „Zetor” mając trochę miejsca nie namyślał się za długo, co zrobić z futbolówką i mierzonym strzałem w prawy róg bramki Beszczyńskiego otworzył wynik meczu. Ten sam gracz w doliczonym czasie pierwszej części gry dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne Stali, gdzie całą sprawę zdołali w porę opanować defensorzy z Kraśnika.

Początek drugich czterdziestu pięciu minut był niemalże wymarzony dla gospodarzy. Ciećko zobaczył wychodzącego na czystą pozycję Wawrycę, który wbiegł w pole karne i strzelił w światło bramki. Beszczyński instynktownie sparował piłkę przed siebie, a drugiej szansy Wawryca nie zwykł marnować. Futbolówka uderzyła się od słupka, jednego z obrońców Stali i wpadła do siatki. Strzelona tuż po przerwie bramka wprowadziła w szeregi gospodarzy niezwykle potrzebny spokój, pozwalający kontrolować wydarzenia na boisku. Tak też w rzeczy samej się stało, bo kraśniczanie podjęli próbę odrobienia strat. W 54. minucie Stal zaatakowała dwukrotnie, wpierw Łukasz Gromba z kilku metrów trafił w nogę interweniującego Bartoszyka, a po chwili Ławryszyn pomylił się nieznacznie, wykorzystując dobre dośrodkowanie z kornera. Z dystansu w 57. minucie uderzył Piotr Binkiewicz i kolejny raz Bartoszyk mógł wznowić grę wykopem piłki z piątego metra. O swojej obecności na boisku przypomniał Ciećko, który o mało co nie wprowadził kibiców w stan kolejnej radości. Po zagraniu Barana, „Ciepły” wyszedł niemal na sytuację sam na sam z bramkarzem Stali, jednak w ostatniej chwili Łukasz Gołębiowski udanym wybiciem na rzut rożny zapobiegł utracie kolejnego gola. Jeszcze lepszą okazję wypracował sobie w 68. minucie Baran. Skrzydłowy Tomasovii również znalazł się „oko w oko” z Beszczyńskim, ale tym razem futbolówka trafiła w nogę bramkarza przyjezdnych. W trzy minuty po wejściu na boisko, Piotr Wójcik strzelił z 10 metrów w dobrze ustawionego Beszczyńskiego, a kolejny ze świeżych piłkarzy – Piotr Gozdek w 70. minucie uderzył wysoko nad poprzeczką. Dominacja zespołu gospodarzy nie podlegała dyskusji i bardzo miło oglądało się Tomasovię dążącą do strzelenia kolejnych goli, niż bronienia aktualnego wyniku.

Paweł Zatorski występem przeciwko Stali Kraśnik zasłużył na sporą porcję braw, którą zresztą zgotowali mu kibice Tomasovii, kiedy schodził z boiska.

Podopieczni trenera Adamusa jeżeli już decydowali się na przeprowadzanie ataku, to robili to zawsze z kontry. Bramkarz Stali zmuszony był w 78. minucie piąstkować piłkę przed siebie po tym, jak dośrodkowywał Wójcik. Słabo grający goście dopiero w 81. minucie postawili na tak, lecz z 20 metrów pomylił się Daniel Szewc. Ostatnie dziesięć minut upłynęło pod znakiem prób Stali na zdobycie minimum jednego gola. Karol Ręba oddał niekontrolowany i całkowicie niespodziewany strzał z dystansu, a golkiper gospodarzy ze stoickim spokojem chwycił futbolówkę. Kolejne sytuacje wydawały się kwestią czasu. Tak też się stało, bo w 84. minucie Ręba strzelił z 14 metrów w Bartoszyka, a minutę po tej akcji, Nazar Litun niczym piłkarz z najwyżej światowej póki, minął kilku zawodników Tomasovii. Cała akcja skończyła się niepowodzeniem, bo na sekundę, jeśli nie pół sekundy, przez oddaniem strzału, jeden z obrońców tomaszowian wyczuł jego intencje i w ostatniej chwili zablokował uderzenie. Pewna swego Tomasovia już w doliczonym czasie gry mogła ustalić wynik spotkania na 3:0. Wójcik dośrodkował z prawej flanki wprost na głowę Michała Skiby, który z czterech metrów trafił tylko w boczną siatkę.

Nie będzie żadną przesadą stwierdzenie, że w niedzielne popołudnie Tomasovia zagrała najlepsze zawody w tym sezonie. Gra na jeden kontakt, kombinacyjne rozgrywanie piłki oraz stosowanie się do zaleceń trenera Kuczyńskiego przyniosły żądane efekty. Być może dociekliwi kibice wytknęliby parę błędów graczom Tomasovii, jednakże w tym momencie tego typu komentarze są najzwyczajniej w świecie zbędne. Trzy punkty ze Stalą spowodowały, że tomaszowianie awansowali na piątej miejsce w ligowej tabeli, a już za tydzień wybiorą się do Mielca, aby zagrać z miejscową Stalą – drużyną, która w tym sezonie nie zaznała jeszcze smaku zwycięstwa.

Tomasovia Tomaszów Lubelski – Stal Kraśnik 2:0 (1:0)

Zatorski 41, Wawryca 46

Tomasovia: Bartoszyk – Leśko, Sioma, Banaś, Myszkowski, Żurawski (66 Wójcik), Stefanik, Zatorski (61 Gozdek), Baran (86 Skiba), Ciećko, Wawryca (78 Kusiak)

Stal: K. Beszczyński – D. Beszczyński, Gołębiowski, Ławryszyn, Pacek (54 Litun), Iwanowicz (60 Ręba), Binkiewicz, Szewc, Drozd (89 Dudek), Gromba (80 Dydo)

żółte kartki: Banaś, Kusiak (Tomasovia) – Binkiewicz, Ręba (Stal)

sędzia:
Łukasz Strzępek, asystenci Mateusz Warzocha, Grzegorz Pytko (Rzeszów)

widzów: 500

***

Powiedzieli po meczu:

Zbigniew Kuczyński (Tomasovia): – Nie gramy jeszcze tego, czego bym sobie życzył. Wiele jest rwanych akcji, ale widać duży porządek i dyscyplinę na boisku. Uważam, że nasze zwycięstwo było niezagrożone, ponieważ kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń. Przy wyniku 2:0 mogliśmy się jeszcze pokusić o strzelenie jednego, dwóch goli. Wystarczyło tylko spokojniej zagrać pod bramką przeciwnika. Za mało jednak przenosiliśmy piłek z jedną na drugą stronę. Fajnie zaczęliśmy wbiegać w linię obrony, wychodzić na sytuacje „sam na sam” po prostopadłych podaniach. Znowu dobry mecz rozegrał Irek Baran i widać, jak duże znaczenie ma jego gra w naszym zespole. Nieobecność w Białej Podlaskiej jego i Jarka Pacholarza spowodowała taki, a nie inny wynik. Dlatego proszę o cierpliwość i trochę zrozumienia, bo gdy wróci Jarek do gry za dwa tygodnie, będziemy dużo mocniejsi, silniejsi przeciwko takim drużynom, jakie grają w trzeciej lidze.

Sławomir Adamus (Stal Kraśnik): – Zdecydowanie zasłużone zwycięstwo Tomasovii. Zagraliśmy najgorszy wyjazdowy mecz w tym sezonie. Nie mieliśmy praktycznie dogodnej sytuacji do strzelenia bramki . Tomasovia grała konsekwentnie, na zero z tyłu, szukała swojej szansy. Znalazła ją, bo po naszej stracie piłki, ładny strzał z 25 metrów oddał pomocnik gospodarzy i padła pierwsza bramka. Chcieliśmy się odbić od dna po przerwie, ale nagle straciliśmy drugiego gola. Nie da się tak grać w piłkę. Gdyby u nas Gromba strzelił na 2:1, a sztuką było tego nie strzelić, to może byłaby jeszcze jakaś nadzieja dla nas. U niektórych – niestety – umiejętności są trochę skromne, z pewnością mamy problem ze środkiem pola. Za mało jest tam konstrukcji i jest to wszystko na zasadzie przekładania. W bocznych rejonach mamy ludzi, którzy przynajmniej starają się biegać, próbują cokolwiek robić, natomiast w środku jest po prostu zero.





Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2011 -

Lubelska Piłka