Z autu: Tworzenie alternatywnej rzeczywistości a sprawa radzyńska
New Haven (USA), rok 1972. Psycholog Irving Janis opracowuje teorię myślenia grupowego. Twierdzi, iż na poziomie niewielkich grup rządzących dochodzi często do podświadomego przyjęcia danego poglądu jako wspólnego dla całej zbiorowości. Logiczna analiza faktów zostaje wyłączona, a proces myślowy uproszczony. Zwycięża ostatecznie koncepcja, z którą niekoniecznie wszyscy się początkowo zgadzają, lecz po pewnym czasie i tak uznają ją za własną. W przypadku gremiów złożonych z osób kompetentnych w danej dziedzinie, doprowadzić to może do rzeczywistego znalezienia złotego środka. Jednak gdy rzecz dotyczy osób o niższych kwalifikacjach, skutki są najczęściej opłakane, a grupa – jeśli jest zamknięta – zazwyczaj szybko traci kontakt z rzeczywistością.
Pekin (Chiny), rok 1958. Wskutek nieudolnej polityki ekonomicznej komunistycznego rządu dochodzi do bardzo trudnej sytuacji w rolnictwie. Notuje się znaczny spadek produkcji rolnej, miliony ludzi stają w obliczu klęski głodu. Władze, próbując się usprawiedliwić, oskarżają o kataklizm… wróble, wyjadające rzekomo ziarno na zasiewy. Mechanizm myślenia grupowego (choć zdefiniowany dopiero 14 lat później) sprawdza się doskonale – aparat rządzący identyfikuje się z absurdalnym, ale nośnym hasłem, byle tylko odsunąć od siebie odpowiedzialność. Dalej wydarzenia toczą się już niczym w surrealistycznym filmie. Podburzone przez partyjnych ideologów tłumy ruszają do walki z wróblami i bezlitośnie je tępią. Władza triumfuje. Wróg ukarany. Wyrok wykonany.
Radzyń Podlaski, rok 2009. Kierownictwo miejscowego klubu piłkarskiego podsumowuje wyjątkowo nieudaną rundę jesienną i szuka przyczyn klęski. Po długotrwałych sporach doktrynalnych zwycięża opcja radykalna, zwana też teorią zbiorowej odpowiedzialności. Jednym z winnych, a przynajmniej współwinnych staje się redakcja klubowej strony internetowej. Oskarża się ją o sabotaż, błędną formułę współpracy z kibicami (zbytnia wolność słowa) i przesadny obiektywizm, nie przystający do radzyńskich realiów. Na sądzie skorupkowym bez skorupek zapadają wyroki bez prawa do apelacji. W kolejce na potępienie oczekują nierówne boiska, kibice myślący inaczej, niż głosi oficjalna linia ideologiczna i warunki pogodowe. Szczęśliwie nie stwierdza się istnienia sił nadprzyrodzonych.
Wniosek? Prosty. W środowiskach przypisujących sobie nieomylność nie tylko sukces ma wielu ojców, ale także (a nawet przeważne) porażka. Z tą tylko różnicą, że rekrutacja do zaszczytnego gremium sprawców nieszczęścia przebiega na innych zasadach. Wybiera się po prostu spoza grona nieomylnych.
Źródło: orleta-spomlek.pl
Tweet Mały klub,mali ludzie.