PAWEŁ ŁAPIŃSKI (trener Chełmianki): – Jako jedna z nielicznych drużyn graliśmy bez premii za zwycięstwo i nikt z piłkarzy nie miał o to pretensji.
Dodał: lss o godz. 8:00 dnia 8.12.2009

Trener Paweł Łapiński jakby nieco zafrasowany...Paweł Łapiński po raz pierwszy objął Chełmiankę w lipcu 2003 r. Po roku wprowadził drużynę do czwartej ligi, ale po nieudanej rundzie jesiennej rozstał się z klubem. Kibice nie szczędzili wtedy krytycznych słów pod jego adresem. W lipcu ubiegłego roku działacze znów zaproponowali Łapińskiemu prowadzenie drużyny. Dostał konkretne zadanie. Miał zbudować zespół, który powalczy o awans do III ligi. Po pierwszym roku jego pracy w klubie gra Chełmianki nie wszystkim się podobała. Na forach internetowych aż roiło się od komentarzy, że działacze powinni poszukać innego szkoleniowca. Łapiński tym się jednak nie przejmował i robił swoje. Dziś można śmiało powiedzieć, że stworzył zespół, jakiego w Chełmie dawno nie było. Chełmianka była zdecydowanie najlepszą drużyną w IV lidze i w pełni zasłużenie prowadzi w tabeli, mając aż osiem punktów przewagi nad drugim Orionem Niedrzwica Duża. Po ostatnim meczu z Orlętami Łuków kibice skandowali jego nazwisko.

N.T. – Słyszał pan podziękowania od kibiców? – pytamy Pawła Łapińskiego.

P.Ł. – Przez cały okres swojej pracy w Chełmiance nigdy nie miałem za sobą kibiców. Tak mi się przynajmniej wydaje. Te wszystkie wpisy w internecie mówią same za siebie. Ale do każdej krytyki podchodzę na luzie i nie obrażam się. Mam jednak satysfakcję, gdy widzę zadowolonych z naszej gry kibiców, czy prezesa Gardzińskiego, który w klub włożył wiele wysiłku i gdyby nie on, działalność Chełmianki stanęłaby pod dużym znakiem zapytania.

N.T. – Przed sezonem cel był jeden – gramy o awans?

P.Ł. – Takie ustalenia zapadły, gdy obejmowałem zespół. W pierwszym roku miałem zająć się budową drużyny, a w kolejnym powalczyć o dwie czołowe lokaty w tabeli i awansować do III ligi.

N.T. – Przed rozpoczęciem sezonu sytuacja kadrowa Chełmianki nie była najlepsza. Drob i Wieczorek trenowali z Avią, a sprawa pozyskania Zdunka i Kasperka rozstrzygnęła się dopiero na tydzień przed pierwszym meczem.

P.Ł. – Jeśli chodzi o Kamila i Dawida cieszyłem się, że chłopcy mogą pójść wyżej, trenować w lepszej drużynie, grać mecze z silnymi rywalami. Liczyliśmy się z tym, że obaj mogą odejść do Świdnika, ale po cichu mieliśmy nadzieję, że jednak zostaną. Udało się nam też pozyskać zawodników, którzy nie są uzupełnieniem zespołu, a jego poważnym wzmocnieniem.

N.T. – No właśnie, pozyskanie Zdunka i Kasperka okazało się strzałem w dziesiątkę.

P.Ł. – Trochę obawiałem się o Zdunka, czy wytrzyma fizycznie trudy sezonu. Do tej pory nie trenował pięć razy w tygodniu. Nawet podczas zimowych przygotowań będzie łagodniej traktowany, bo nie chcę go „zajechać”. Dopiero za rok może trenować na pełnych obrotach. Kasperek wniósł natomiast do gry zespołu wiele ożywienia. Jednym zagraniem potrafi stworzyć zagrożenie pod bramką rywala.

N.T. – Jakich rywali obawiał się Pan najbardziej? Spadkowiczów z III ligi, Orląt Łuków i Łady Biłgoraj?

P.Ł. – Orlętami i Ładą nie przejmowałem się w ogóle, bo od dawna wiadomo, że Chełmianka na mecze z silnymi drużynami potrafi się zmobilizować i zagrać na dobrym poziomie. Bałem się natomiast o konfrontacje z teoretycznie najsłabszymi zespołami. W ubiegłym sezonie najwięcej punktów straciliśmy właśnie grając przeciwko rywalom z dołu tabeli. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że mistrzostwa nie zdobywa się wygrywając tylko z najsilniejszymi przeciwnikami. Trzeba również potrafić zwyciężać w meczach ze słabeuszami. Z mocnymi zespołami gra się nam o tyle łatwiej, że one bronią się trzema, czterema obrońcami i idą na wymianę ciosów. Taka gra nam w pełni odpowiada, bo dobrze się w tym czujemy. Te słabsze drużyny natomiast potrafią zamurować bramkę przez całe 90 minut i strzelić takim gola jest naprawdę trudno. Przykład takiej gry mieliśmy w Krasnymstawie ze Startem. Gospodarze bronili się prawie całym zespołem, mając z przodu jednego zawodnika. Gdyby Kamil Drob w pierwszej minucie wykorzystał „setkę”, Chełmianka ten mecz wygrałyby z łatwością.

N.T. – W ubiegłym sezonie narzekał Pan na frekwencję na treningach. A jak było jesienią?

P.Ł. – Nie ma porównania. Zawodnicy rzadko opuszczali zajęcia, a jak to robili, to z naprawdę ważnych przyczyn. Każdy bardzo profesjonalnie traktował swoje obowiązki. Dzięki temu mogliśmy ćwiczyć różne warianty gry.

N.T. – Plusy i minusy Chełmianki?

P.Ł. – Zacznę od minusów. Jest nas za mało, bo zaledwie 16 zawodników. Nie ukrywam, że marzy mi się chociaż 20-osobowa kadra, w której każdy piłkarz wchodzi na boisko i gra na przyzwoitym poziomie. Mamy w drużynie kilku juniorów, jednak przed nimi jeszcze jest dużo pracy. Plusy? Ta drużyna ma jaja. Piłkarze w każdym meczu wychodzą po to, aby wygrać. I to widać na boisku. My gramy do ostatniego gwizdka sędziego. Cieszę się też, że cały sezon wytrzymaliśmy pod względem kondycyjnym, mimo bardzo krótkiej ławki rezerwowych. Szkoda, że Lubelski Związek Piłki Nożnej nie zarządził rozegrania dwóch kolejek z rundy wiosennej jeszcze teraz w listopadzie. Nasza gra na koniec rundy była naprawdę dobra, a kilku zawodników, którzy w połowie rozgrywek prezentowali się trochę poniżej swoich możliwości, wróciło do formy.

N.T. – Najlepsze i najsłabsze występy, pana zdaniem?

P.Ł. – Dobrą piłkę pokazaliśmy na wyjeździe z Huraganem Międzyrzec Podlaski. Niezły mecz chłopcy rozegrali na inaugurację w Szczebrzeszynie. Graliśmy piłką, szybko i konstruowaliśmy ciekawe akcje. O słabych meczach nie chciałbym mówić, powiem tylko, że szkoda remisów ze Startem i Janowianką. W obu tych spotkaniach byliśmy stroną dominującą, ale nie potrafiliśmy swojej przewagi udokumentować golem.

N.T. – Kibicom Chełmianki chyba na długo pozostanie w pamięci mecz w Bełżycach, gdzie z wyniku 1:3, zespół doprowadził do remisu 3:3. Panu też?

P.Ł. – To był dramatyczny mecz, zakończony dla nas happy endem. Po 30 minutach powinniśmy prowadzić 3:0 i dalej grać na luzie. Później rywalom dopisało szczęście, ale końcówka należała do nas, mimo że graliśmy w dziewiątkę. Po meczu z nami Unia do końca nie wygrała już żadnego spotkania. Zresztą zauważyłem, że niemalże wszystkie drużyny, które z nami grały, w kolejnych pojedynkach przeżywały kryzys.

Chełmianka 2009. Na wielu z tych piłkarzy chrapkę mają kluby III i II ligi. Dla trenera Łapińskiego utrzymanie stanu posiadania w kadrze to podstawa sukcesu.

N.T. – Kiedy dotarło do pana, że szanse na awans w tym sezonie są naprawdę bardzo duże?

P.Ł. – Na trzy, cztery mecze przed końcem, gdy nasza przewaga nad rywalami zaczęła rosnąć. Analizując mecze rywali, czułem, że żaden zespół, oprócz nas, nie przekroczy 30 punktów. Nie myliłem się.

N.T. – Przed tym sezonem dokonał pan kilku roszad w ustawieniu. Między innymi na prawej pomocy zaczął grywać Kamil Drob, który dotąd grał przeważnie w obronie.

P.Ł. – Kamil sam swoją grą wywalczył sobie miejsce na prawym skrzydle. W kilku meczach pociągnął zespół i stał się jego kluczowym piłkarzem. Zadaniem Kamila jest zajechać dwóch rywali, lewego obrońcę i pomocnika. Chłopak ma ciąg na bramkę, chce asystować i aż pali się do zdobywania goli. Myślałem nawet, aby w pucharowym meczu ze Startem wystawić go do ataku, ale pojedynek został przełożony. Tak w ogóle, nasza gra skrzydłami chyba mogła się podobać. Na lewej stronie Postój na zmianę z Drzewickim prezentowali się bardzo korzystnie. Przyznam, że przed pierwszym meczem miałem dylemat, który z nich powinien zagrać od pierwszej minuty. Wybrałem Drzewickiego, ale później Postój spisywał się coraz lepiej i w kilku kolejnych meczach to on grał w podstawowym składzie.

N.T. – Przejdźmy do oceny gry poszczególnych formacji. Chełmianka straciła najmniej goli spośród wszystkich drużyn w IV lidze, zaledwie 7.

P.Ł. – Do Bartka Porzyca mogę mieć pretensje tylko o jedną bramkę. Jego konto obciąża gol stracony w meczu z Olendrem Sól. Ale dobry bramkarz to taki, który broni jedną, dwie setki w całym meczu. A Bartek tak miał. Kilka jego znakomitych interwencji uratowało nam punkty. Obrona, kierowana przez doświadczonego Arka Słomkę, większych błędów nie popełniła, choć muszę zwrócić uwagę zwłaszcza Łukaszowi Dyczko, aby nie dryblował na swojej połowie. Równo przez całą rundę grał z kolei Sebastian Kogut grał – bardzo dobry w odbiorze piłki, w walce w powietrzu, jednym słowem zawodnik niezwykle odpowiedzialny. W porównaniu do ubiegłego sezonu jest postęp w grze. Druga linia to też nasz mocny punkt. W środku pola była spora rywalizacja. Najpierw grał Dawid Wieczorek, potem coraz lepszy był Sławek Tatysiak i Dawid musiał siąść na ławce rezerwowych. No i atak. W ubiegłym sezonie, jak Fajman nie strzelił bramki, to nie wygrywaliśmy meczów. W tym jest inaczej. Jak Fajman nie strzela, do siatki trafia Zdunek. Mamy dwóch dobrych napastników, którzy się uzupełniają. Fajman jest szybki, przebojowy, waleczny, Zdunka zaś charakteryzuje to, że piłka szuka go w polu karnym. Obaj potrafią wygrać pojedynek jeden na jeden.

N.T. – Wróćmy jednak do Dawida Wieczorka. Jest to zawodnik o niesamowitym potencjale, ale ta runda, a także ostatni sezon w jego wykonaniu nie były najlepsze.

P.Ł. – Na dziś Dawid spośród wszystkich zawodników Chełmianki ma rzeczywiście największy potencjał i on sam wie, że jest dobry. Gdyby był w formie, nasza gra wyglądałaby jeszcze lepiej. Początek sezonu miał obiecujący i myślałem, że utrzyma formę, ale później było już dużo słabiej. W ostatnich dwóch meczach posadziłem go na ławce rezerwowych, bo pomyślałem, że może w ten sposób pomogę mu. Chyba podziałało, bo Dawid wszedł w meczu z Orlętami i zrobił dwie wspaniałe akcje, które dały nam trzy punkty.

N.T. – W przerwie zimowej będą wzmocnienia?

P.Ł. – Przydałby się ktoś, żeby wzmocnić rywalizację, ale my musimy patrzeć przede wszystkim na budżet klubu. Proszę zauważyć, że chyba jako jedna z nielicznych drużyn graliśmy bez premii za zwycięstwo i nikt z piłkarzy nie miał o to pretensji. Pieniądze, jakie dostają zawodnicy, nie są duże, ale pewne i wypłacane w miarę systematycznie. Żaden z piłkarzy nie ma zaległości za październik.

N.T. – Chełmianka utrzyma fotel lidera do końca rozgrywek?

P.Ł. – Na pewno pierwsze pięć, może siedem meczów będziemy chcieli zagrać na pełnych obrotach, aby wszystkie wygrać i odjechać rywalom, a w kolejnych przygotowywać się już pod występy w trzeciej lidze. Rywale nas się boją i co niektórzy w spotkaniach z Chełmianką chyba tracą wiarę w sukces zanim jeszcze zabrzmi pierwszy gwizdek sędziego. Przykład Huraganu. Trener tej drużyny nie wystawił do gry z nami swojego najlepszego zawodnika, bo jak sam mówił, wolał go oszczędzać na mecze ze słabszymi rywalami. I to im się opłaciło, gdyż w kolejnym spotkaniu Huragan ograł na wyjeździe Spartę.

Źródło: Nowy Tydzień Chełmski / PS





Skomentowano 2 razy
steffen | 8 grudnia 2009, 9:16

Wiele klubów obiecuje premie, tyle, źe wirtualne, bo nigdy nie wypłacają. Sam grałem w piłkę to wiem jak to jest…

___O_o____ | 8 grudnia 2009, 17:50

po pierwsze – jakie pozyskanie zdunka – przecież on sam przyszedł do drużyny (bo zaczął studia w PWSZ) i wyraził chęć gry w Chełmience.. więc nie widzę tutaj żadnego sukcesu działaczy ani trenera że go zatrudnili…

po drugie: w tak słabej lidze – jeśli Chełmianka nie zajmie miejsca w pierwszej trójce to będzie śmiech na sali…

po trzecie: Drob i Wieczorek nie przeszliby do Avii – tylko byli na testach…

po czwarte: te pieniądze – jakoś nikt nigdy nie napisał ile zarabiają piłkarze Chełmianki… a przecież w dużej mierze ich budżet to pieniądze z UM czyli z pieniędzy podatników, co to jakiś temat tabu? w Rejowcu Fabrycznym tego nie… w Krasnym też – tylko w Chełmie…


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2011 -

Lubelska Piłka