Bogusław Baniak przyszedł do Motoru Lublin, mimo że ten ruch odradzało mu wiele osób. Szkoleniowiec chce jednak postawić klub na nogi, choć spotkał się już z pierwszymi przeszkodami.
- Jestem zszokowany, że pierwszoligowy klub może tak źle wyglądać – mówi popularny „Bebeto”.
***
- Jakie ma Pan wrażenia po pierwszym tygodniu pracy w Lublinie?
- Tak naprawdę pełny tydzień jeszcze nie minął. Trenerem pełną gębą jestem dopiero trzy dni, podczas których pracuję od rana do wieczora. I to dosłownie! Są rzeczy dobre i złe. Z negatywnych aspektów: jestem zszokowany, że pierwszoligowy klub może tak źle wyglądać. To przerosło moje najgorsze oczekiwania. Ale to nawet nie jest wina Motoru, bo jak może być dobrze, gdy zespół ratuje tylko prezes i trójka ludzi z zarządu? Są też jednak pozytywy, ale gdyby ich nie było, to nie mógłbym tutaj pracować. Budująca jest autentyczność prezesa Szkutnika i kierownika Wieczorka. Chwalę sobie także drugą połowę sparingu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki. Zobaczyłem podczas niej, że nie jest tak tragicznie, jeśli chodzi o poziom sportowy. Ci chłopcy, których mam teraz w zespole, mogą grać na poziomie. Trzecia pozytywna sprawa to urok Lublina jako miasta. Naprawdę zwiedziłem wiele miejsc, ale to miasto mnie wyjątkowo urzekło.
- Podobno znaleźli się ludzie, którzy odradzali Panu przyjście do Motoru. Dużo było takich głosów?
- Mnóstwo. Zarówno od ludzi życzliwych, jak i nieżyczliwych mnie i mojej rodzinie. Przedstawiali oni fatalny wizreunek Motoru, pytali: „co ja wyprawiam?!”, „gdzie się pcham?!”, itd. Ale ja hardy jestem… Łatwo się nie poddaję.
- Zdaje Pan sobie sprawę, że już teraz odmienił Pan Motor? Dawno w tym klubie nie było takiej mobilizacji…
- Po to w końcu tutaj przyszedłem. Myślę, że jest też potrzebne wsparcie w mediach, które już wykazały zaangażowanie i zaczęły lepiej przedstawiać zespół. Ostatnio osiągnąłem także porozumienie z Uniwersytetem Przyrodniczym, gdzie są przepiękne obiekty treningowe. Dzięki temu urozmaicimy nasze zajęcia. Niedługo być może wyjedziemy też na obóz do Austrii. Tyle spraw już załatwiliśmy, a działamy przecież dopiero trzy dni. To pokazuje, że jak się chce, można się ze wszystkimi dogadać. Wystarczy wola dwóch stron. Trzeba tylko działać, starać się. A tymczasem do tej pory wszyscy spali.
Źródło: futbolnews.pl / Rozmawiał Tomasz Biaduń
Boguś! Umówmy się na baniaka… Albo dwa!
kibic | sobota, 13.02.10, 2:54ja stawiam na 20 baniaków dla każdego!!!