Sytuacja w jakiej znalazła się Lublinianka jest nie do pozazdroszczenia. Po wypowiedzeniu umowy Norweskiej Grupie Inwestycyjnej przystąpienie klubu do rozgrywek ligowych – zarówno pierwszej drużyny jak i pozostałych grup – stanęło pod dużym znakiem zapytania. – Jesteśmy w trudnej sytuacji bo nie wiadomo kto w tej chwili ma ponosić opłaty czynszowe w szczególności za ogrzewanie i ciepłą wodę. Może dojść do takiej sytuacji, że po prostu nie będziemy mieli środków na organizowanie meczy i na wyjazdy – mówił w niedziele na antenie TVP3 Lublin w „Magazynie Sportowym” Zbigniew Grzesiak, trener Lublinianki.
Obecnie w klubie w sześciu zespołach trenuje grupa ponad dwustu młodych chłopców. Grozę sytuacji wyczuli również ich rodzice, którzy wysłali do różnych redakcji listy z prośbą o zainteresowanie się losem Lublinianki.
Wszystkie formalności związane z rozwiązywaniem umowy z NGI mogą trwać nawet sześć miesięcy dlatego nie ulega wątpliwości, że bez dobrej woli i zdecydowanych działań ratusza niewiele w obecnej patowej sytuacji można zrobić dla ratowania najstarszego klubu Lubelszczyzny. – W tym tygodniu będziemy chcieli się zaanonsować w ratuszu i ustalić konkretną datę spotkania. Chcemy się spotkać z jego przedstawicielami. Nasz obiekt jest spory, wymaga dość dużych opłat eksploatacyjnych. W obecnej sytuacji nie miałby kto ich regulować. Formalnie miasto przejmuje kuratelę, ale nie zostały przecież zawarte żadne umowy, dlatego też chcemy się spotkać – powiedział na łamach poniedziałkowego wydania „Kuriera Lubelskiego” trener Grzesiak.
Co ciekawe jak dotąd nie doczekaliśmy się żadnej reakcji ze strony inwestora! Choć może to nie powinno dziwić gdyż z naszych informacji wynika, że kontakt z nim jest utrudniony a fakt iż od września ubiegłego roku w Lublinie nie ma oficjalnego przedstawiciela NGI nie ułatwia sprawy.
Źróło: lublinianka.net









