Szkolne błędy bramkarzy zdarzały się od początku istnienia futbolu. Wprawdzie pod koniec XIX wieku był podobno w Szkocji bramkarz o nazwisku Grant, który nie przepuścił gola przez kilka sezonów, ale to był inny futbol, a dobra drużyna potrafiła nie dopuścić przeciwników pod swoje pole karne przez kilka spotkań. Jeszcze przed wojną pojawiło się kilku genialnych golkiperów z Zamorą, Planicką i Zemanem na czele. Bronili wspaniale, ale i oni mają w życiorysach wpuszczenie szmaty (strzał pomiędzy nogami, turlająca się do bramki niewinnie piłka, samobój itp.).
Jugosławianin Matuk podczas jednego ze spotkań miał już futbolówkę w rękach. Pech, że podczas interwencji spadła mu kaszkietówka chroniąca przed słońcem. Leżała za linią bramkową i Matuk spokojnie powędrował po czapkę. Oczywiście z piłkę pod pachą. Kiedy przekroczył linię arbiter odgwizdał gola…
W czasie meczu finałowego o mistrzostwo świata w 1954 roku Barbosa, bramkarz gospodarzy, przy wyniku 1:1 w spotkaniu z Urugwajem dającym tytuł Brazylii, przepuścił strzał z punktu „zero”. Tak to ocenili obserwatorzy. Punkt zero to linia końcowa boiska na wysokości narożnika. Piłka wkręciła się do bramki dziwnym farfoclem (podobno z pomocą Boga wiatru, który kibicował Urugwajowi). Byli nawet tacy, którzy pisali, że Ghigga „przed strzałem wykonał kilka zwodów”, a więc nie było strzału z punktu „zero”.
Najsławniejszy golkiper brazylijski, jedyny w historii piłki, który dwukrotnie został mistrzem świata – Gilmar, zanim zabłysnął na światowych stadionach, też przeżył koszmar wpuszczenia szmaty. Podczas meczu z prowincjonalną drużyną “15 listopada” rozgrywanego w osadzie Jau, piłkarz o nazwsiku Gersio posłał piłkę w kierunku jego bramki. Uderzył z połowy boiska, a Gilmar z miną znudzonego wczasowicza wyszedł przed świątynię z zamiarem popisania się eleganckim chwytem pod publiczkę. Tymczasem futbolówka nieoczekiwanie odbiła się od jakiejś kępy trawy i przelatując nad bramkarzem wpadła do siatki.
Głupie bramki przepuszczali też: Banks, Viktor, Schrojff, Zoff, Albertosi, Bonetti, Zubizaretta, Quiroga, Higuita, Leao, Gatti, Maier, Schumacher, Carnevalli i setki innych strażników piłkarskich świątyń.
Bramkarz reprezentacji Norwegii swego czasu został pokonany przez Deynę strzałem z połowy boiska. Nie zdobył sławy i zaszczytów. Ale co ma powiedzieć David Seaman z Arsenalu i reprezentacji Anglii. Najpierw Nayim z Realu Saragossa wrzucił mu piłkę za kołnierz z ponad 40 metrów i Arsenal przegrał finał PZP a podczas ostatnich mistrzostw świata identycznej sztuki dokonał Ronaldinho i Anglia pożegnała się z turniejem.
Bruce Grobelaar był bramkarzem Liverpoolu, kiedy ten wygrywał najwyższe trofea w europejskiej piłce. O jego kiksach można by było napisać sensacyjną powieść, wszak posądzono go nawet o fingowanie wyników na użytek graczy piłkarskiego To-To – Lotka. Światowe kanały telewizyjne pokazywały jego „numery” do znudzenia.

Zapamiętałem scenę, jak Bayern tracił szansę walki o mistrzostwo Niemiec, bo Kahn wpuścił gola na 1:1 z Hamburgerem SV. Było kilka minut do końca meczu, a Kahn popychał załamanych obrońców do przodu, gonił ich, popędzał. I Andersson kilka sekund przed końcem strzelił gola, a cieszący się z mistrzostwa gracze Schalke, musieli przerwać taniec triumfu.
Okrzyczany najlepszym piłkarzem mistrzostw świata w meczu finałowym wypuścił piłkę z rąk i Ronaldo załatwił resztę. Mimo wszystko to Kahna uznano najlepszym piłkarzem mistrzostw.
- My bramkarze jesteśmy komediantami – powiedział kiedyś Bodo Illgner. Z pewnością jest to prawda. Wprawdzie przed laty podobnie traktowano lewoskrzydłowych, lecz „zawód” ten zanika śmiercią naturalną, bo funkcje lewoskrzydłowych przejmują najczęściej pomocnicy, a nawet obrońcy. Rola komediantów pozostała więc golkiperom. W przypadku Dudka w Liverpoolu, znacząca role odegrał trener Houllier. To facet znający życie przez pryzmat poznawania psychiki mężczyzny. Dlatego tak bardzo bronił i wierzył w Owena, kiedy ten marnował 200-procentowe szanse na strzelenie goli. Wiara w piłkarza to duża część sukcesów drużyny. Tak jak wspaniałe bramki, tak wielkie wpadki bramkarzy przechodzą do legendy. Tworzą najbarwniejsze zdarzenia piłkarskie. Ich bohaterowie zostają gwiazdami. Dlaczego? Bo w swoim geniuszy są nieprzeciętni. Zarówno w sensie negatywnym jak i pozytywnym. Futbol się zmienił, bramkarskich szmat i bramkarskich komediantów będzie coraz więcej. Wystarczy tylko przeanalizoewać ile błedów kolegów z drużyny naprawiał bramkarz 50 lat temu, ile dzisiaj. Ile akcji po bramka było kiedyś podczas 90 minut gry, ile jest dziś…
Artur Boruc w eliminacjach do Mundialu 2010 wpuszczając szmatę w Irlandii pozbawił nas szans dalszej walki o awans.
Teraz szmaty zaliczył Łukasz Fabiański. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie pozbawił szans Arsenalu w walce o awans.
Jak znam futbol ci którzy wpuszczali szmaty rozgrywali później rewelacyjnie mecze, byli bohaterami historycznych osiągnięć…
Cierpienie jest jednym ze składników piłki nożnej. W lidze Mistrzów dramat przeżył Łukasz Fabiański. Walczący o miejsce w bramce Arsenalu bramkarz kiedy juz otrzymał szansę gry w Lidze Mistrzów zawalił w sposób wręcz fatalny dwie bramki w meczu z FC Porto. Jakże źle będzie się czuł jeśli Arsenal odpadnie z rozgrywek. Łukasz Przegrał swoja szansę w Porto – z pewnością napiszę w gazetach. W polskich gazetach dwa razy bardziej szyderczo i ostro niż innych. Taka jest Polska. Cieszymy się z potknięć rodaków.
Ale teraz jest czas próby dla bramkarza. Wyjdzie z tego cało, znacznie mocniejszy psychicznie czy też piłkarska trauma go bedzię niszczyć. Historia piłki zna przykłady obu rozwiązań, a pierwsze polskie nazwisko które sie przypomina to Jan Tomaszewski.
Teraz jest czas próby Fabiańskiego i Wengera. Dudek i Houllier niegdyś z takiej próby wyszli na plus …
Henryk Sieńko
PS. Wielu kibiców po meczu Porto – Arsenal zadaje sobie pytanie: – Jaka właściwie reguła rządzi treścią hasła: - Gramy na gwizdek czy nie? Postaramy się wkrótce wyjaśnić.
no fajne… Ale nie wierzę, że Wenger, tak jak Houllier Dudkowi da jeszcze szansę Fabińskiemu..
kibic | 18 lutego 2010, 13:49tak tylko jak Boruc zrobił błąd to wszyscy na nim szmaty wieszali.a jak przez wszystkich uwielbiany łukaszek zrobił błąd wsyscy go wybielają! a prawda jest taka ze fabiański morze tylko sprzęt orucowi nosić!!!!
Gramy na gwizdek | 18 lutego 2010, 20:22W skrócie można to ując w następujący sposób:
1. Jeśli była żółta lub czerwona kartka, to zawsze gramy na gwizdek.
2. Jeśli drużyna od razu wznawia grę, można grać bez gwizdka.
3. Jeśli rzut wolny jest rozgrywany w odległości bezpośredniego sąsiedztwa pola karnego i odległości strzału na bramkę, i jeśli drużyna atakująca od razu nie wznowiła gry, sędzia ma obowiązek zarządzić grę na gwizdek
4. Jeśli drużyna atakująca poprosi o grę na gwizdek sędzia zarządzi taki rzut wolny.
nie schumaher a schmaihel









